Inżynieria rolno-spożywcza i leśna rozwija wykorzystanie pozostałości rolno-spożywczych, chroniąc klimat
30-01-2026
Mgr inż. Kinga Koziak łączy tradycyjne korzyści płynące z wychowania w gospodarstwie rolnym z nowoczesną ścieżką naukową w Politechnice Białostockiej. Absolwentka kierunku inżynieria rolno-spożywcza i leśna na Wydziale Budownictwa i Nauk o Środowisku Politechniki Białostockiej jako doktorantka koncentruje się na innowacyjnych metodach ponownego wykorzystania pozostałości rolno-spożywczych w duchu gospodarki o obiegu zamkniętym. Równolegle realizuje się zawodowo w Izbie Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku, gdzie buduje mosty między światem nauki a biznesem, promując rozwój gospodarczy regionu. Jej historia ukazuje postać inżyniera jako osoby, który dzięki wiedzy technicznej dba o zrównoważony rozwój i ekologię.
Dlaczego wybrałaś w ogóle studia inżynierskie, dziewczyna-inżynier?
Mgr inż. Kinga Koziak: Dziewczyna inżynier dlatego, że od zawsze myślałam bardzo praktycznie i chciałam nie tylko rozumieć procesy, ale też umieć je projektować i usprawniać. Wychowanie przy gospodarstwie rolnym utwierdziło mnie w tym wyborze – tam teoria bardzo szybko weryfikuje się w praktyce.
Jaki to był kierunek studiów?
Inżynieria rolno-spożywcza i leśna. Zarówno studia inżynierskie, jak i magisterskie realizowałam na tym samym kierunku, a następnie wybrałam szkołę doktorską w dyscyplinie inżynieria środowiska, górnictwo i energetyka.
Inżynieria taka rolno-spożywcza czy bardziej leśna?
Rolno-spożywcza, głównie w kierunku ponownego zagospodarowania pozostałości rolno-spożywczych.
Ale najpierw trzeba je wyprodukować, czyli być rolnikiem, żeby te pozostałości wytworzyć.
Rolnikiem albo prowadzić przetwórstwo rolno-spożywcze, czyli produkować dobra z surowców pochodzących od rolnika. Każdy proces przetwórczy generuje pozostałości – pytanie tylko, czy traktujemy je jak problem, czy jak zasób
A jak było w Twojej rodzinie?
W mojej rodzinie byliśmy ukierunkowani na produkcję zwierzęcą i roślinną, gdzie również powstają pozostałości do ponownego zagospodarowania. To naturalnie skierowało mnie w stronę studiów inżynierskich związanych z rolnictwem. Równolegle studiowałam także matematykę.
Czyli równolegle jesteś matematyczką i inżynierką?
Po liceum rozpoczęłam studia na kierunku inżynieria rolno-spożywcze i leśna. W trakcie studiów, zauważyłam, że matematyka bardzo wzmacnia myślenie inżynierskie, dlatego zdecydowałam się dodatkowo na studiowanie matematyki na pierwszym stopniu.
Zdaje się, że idąc na studia w Politechnice Białostockiej od razu miałaś w głowie, że chcesz mieć pełne wykształcenie wyższe, czyli zdobyć tytuł magistra.
Tak, a matematyka bardzo mi w tym pomogła, szczególnie w analizie danych i wyciąganiu wniosków.
Czyli wybór tego kierunku to jest taki typowy pragmatyzm, ale też troszkę połączony z pasją?
Tak. Z pasją, ponieważ dobrze znałam realia gospodarstwa rolnego. Znam te procesy, wiem, jak wygląda produkcja zwierzęca i roślinna oraz codzienne życie na wsi. To pozwalało mi łączyć praktyczne doświadczenie z podejściem inżynierskim.
Jakby coś podczas studiów poszło nie tak, zawsze mogłaś wrócić do hodowli.
Tak, taka możliwość zawsze istniała. Obecnie gospodarstwo jest ukierunkowane na produkcję roślinną, więc tym bardziej mogę je wspierać od strony inżynierskiej.
Pasza dla bydła?
Tak.
I właśnie pasze, przetwórstwo to ta dodatkowa pasja, którą odnalazłaś w kole naukowym? Jak tam trafiłaś?
Na pierwszym stopniu studiów. Działalność w kole naukowym pozwoliła mi połączyć teorię z praktyką oraz przygotować pracę inżynierską opartą na rzeczywistych danych z gospodarstwa.
Jaka była korelacja tematu pracy z tym, co zrobiliście w kole?
Przez to, że mamy na Uczelni dobrze wyposażone laboratoria, mogliśmy korzystać z różnych sprzętów. Nauczyliśmy się oceniać właściwości fizykochemiczne wybranych surowców. W moim przypadku dotyczyło to gleb pochodzących z gospodarstwa rodzinnego.
Co konkretnie?
Oznaczałam zawartość składników odżywczych w glebie oraz oceniałam, czy stosowane nawożenie jest odpowiednie dla danego gatunku zboża. Był to proces oparty na danych, ich interpretacji i wnioskowaniu. Wyniki potwierdziły, że wiedza inżynierska ma realną wartość w praktyce.
Czyli córka rolnika została inżynierem i mogła przywieźć tacie jeszcze osobiste gratulacje. Tato, dobrze uprawiasz ziemię, jesteśmy świetni, idźmy w tym kierunku.
Tak, była to duża satysfakcja, bo mogłam połączyć wiedzę inżynierską z codzienną praktyką w gospodarstwie mojej rodziny.
I, że ta praca inżynierska jest potrzebna?
Zdecydowanie tak.
Nie wahałaś się, nie chciałaś wrócić na gospodarkę, skoro się okazało, że to są świetne grunty, świetnie nawożone. można zrobić na tym interes?
Pomagam w sposób naukowy – na przykład poprzez ocenę właściwości fizykochemicznych gleb, planowanie nawożenia oraz przygotowywanie dokumentów.
Rozumiem, że cały czas trzeba te glebę badać, bo mimo nawożenia ona może się wyjaławiać. Warto wiedzieć, że plon będzie satysfakcjonujący dla rolnika.
Tak, regularna analiza jest kluczowa. Pozwala utrzymać plon, ale też chronić glebę i środowisko.
No i pomyślałeś sobie o następnej dawce wiedzy, bo zdecydowałaś się podjąć studia w Szkole Doktorskiej Politechniki Białostockiej.
Tak. Chciałam pogłębiać wiedzę i pracować nad zagadnieniami związanymi z rolnictwem w szerszym kontekście środowiskowym.
Ale najpierw musiał być jednak jakiś mentor? Żeby zdecydować się o podjęciu studiów doktorskich, ktoś musiał cię jakoś do tego zainspirować, któryś nauczyciel akademicki być taką osobą, która przekazuje wiedzę w taki sposób, że zachęca do jej pogłębiania.
Tak, ogromną rolę odegrała pani dr inż. Małgorzata Krasowska, moja promotorka prac inżynierskiej i magisterskiej, która zachęciła mnie do dalszego rozwoju naukowego w szkole doktorskiej.
Jak dostać się do Szkoły Doktorskiej Politechniki Białostockiej?
Po zgłoszeniu w IRK kandydaci są zapraszani na rozmowę kwalifikacyjną. Podczas rozmowy przedstawiamy swój dotychczasowy dorobek naukowy i doświadczenie. Istotnym elementem jest omówienie pomysłu na pracę doktorską i tego, w jaki sposób planujemy realizować badania w Szkole Doktorskiej.
Czyli trzeba mieć pomysł.
Warto też mieć dorobek – aktywność w kołach naukowych, tematy prac inżynierskich, magisterskich powiązane z realnymi problemami.
Czy stypendium doktoranckie wystarczy na utrzymanie, czy można studia łączyć jeszcze z jakąś aktywnością zawodową?
Stypendium doktoranckie na pewno jest zadowalające i stanowi dodatkową motywacje do pracy naukowej. Jednocześnie od wielu lat pracuję zawodowo. Łączę szkołę doktorską z pracą w Izbie Przemysłowo-Handlowej w Białymstoku.
Czyli to jest nie do końca praca inżynierska?
W Izbie Przemysłowo-Handlowej zajmuję się głównie zarządzaniem jednym z projektów unijnych. Izba realizuje działania wspierające rozwój gospodarczy województwa podlaskiego – dlatego współtworzę też inicjatywy rozwijające przedsiębiorczość, innowacyjność oraz współpracę środowisk akademickich i biznesowych. Inżynierskie myślenie pomaga mi łączyć świat nauki i technologii z realiami biznesu – oceniać pomysły pod kątem wykonalności i wspierać ich praktyczne wdrażanie.
Czyli udaje Ci się realizować też misję łączenia nauki z biznesem, z przedsiębiorcami, naukę takiego wzajemnego słuchania się i inspirowania.
Tak. W Izbie bardzo często rozmawiamy o rolnictwie, które jest jednym z fundamentów województwa podlaskiego. Współpracujemy z wieloma przedsiębiorcami z tej branży, w tym z firmami zajmującymi się przetwórstwem surowców rolnych. To naturalna przestrzeń do wymiany wiedzy – z jednej strony praktycznej, z drugiej naukowej.
Czy zdarzają się przypadki, że zgłaszają się właśnie tacy producenci z pytaniem, kto mógłby wesprzeć mój pomysł, zrobić jakieś badania, pomóc w rozwoju gospodarki, czy to od strony zarządzania, czy właśnie już bezpośrednio traktowanie jej lepszymi nawozami?
Tak, zdarzają się takie sytuacje. Przykładem jest firma zajmująca się dystrybucją kwasu fulwowego, która zgłosiła się do mnie z prośbą o wsparcie swojego produktu od strony naukowej.
A do czego służy ten kwas?
Kwas fulwowy ma szerokie zastosowanie – może być wykorzystywany u ludzi, zwierząt i roślin. Wspiera przyswajanie składników odżywczych i wpływa na poprawę funkcjonowania organizmów.
A potem takie zwierzę wzbogacone o pasze z dodatkiem kwasu po prostu będzie takim zdrowszym materiałem, cenniejszym dla konsumenta?
Nie prowadziłam jeszcze badań potwierdzających bezpośredni wpływ na końcowy produkt, ale jest to bardzo prawdopodobny i ciekawy kierunek dalszych analiz.
Czy to pomysł na kolejne badania?
Zdecydowanie tak – to temat o dużym potencjale badawczym i praktycznym.
W Politechnice Białostockiej mówimy, że bycie inżynierem to swego rodzaju misja. A jak ty widzisz swoją misję?
Bycie inżynierem to odpowiedzialność za to, jaką przyszłość zostawimy po sobie. Od lat jestem zaangażowana w rozwój rolnictwa i poszukiwania rozwiązań, które pozwalają mądrze wykorzystywać zasoby, zamiast je marnować. W laboratorium pracujemy nad ponownym zagospodarowaniem pozostałości rolno-spożywcze, przekształcając je w wartościowe materiały – na przykład granulaty paszowe, energetyczne czy nawozowe. Wiele firm nie wie co z nimi dalej zrobić – brakuje im pomysłów, technologii lub odpowiedniego zaplecza. Taka pozostałość, która mogłaby się wydawać nieużytecznym już odpadem, dla nas staje się surowcem. Dzięki temu wydłużamy cykl życia materiałów i realnie ograniczamy negatywny wpływ na środowisko, wpisując się w ideę gospodarki o obiegu zamkniętym. Moja misja to sprawić, aby rozwiązania oparte na bioodpadach nie pozostawały wyłącznie w laboratoriach, ale trafiały do firm, gospodarstw i codziennego życia.
Podsumujmy. Magister inżynier Kinga Koziak ratuje na razie planetę, a kiedy zostanie doktor Kingą Koziak, będzie wręcz leczyć i uzdrawiać naszą planetę.
Mam taką nadzieję – i właśnie po to wybrałam tę drogę.
Dziękuję za rozmowę.
Jerzy Doroszkiewicz